Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Starcie czwartej w tabeli Watahy z piątym Eagles zapowiadało się niezwykle emocjonująco. Różnice punktowe w czołówce są minimalne - przed tym spotkaniem między drugim a piątym miejscem były zaledwie cztery punkty. Każde zwycięstwo mogło więc otworzyć drogę do podium, a każda porażka sprawić, że drużyna nagle zacznie oglądać się za siebie.
Do meczu w lepszych nastrojach przystępowała Wataha, która wygrała dwa spotkania z rzędu. Eagles z kolei wiosną wciąż czekali na swoje pierwsze zwycięstwo. Boisko bardzo szybko pokazało jednak, że statystyki nie zawsze mają znaczenie.
Lepiej rozpoczęli goście. Już na początku meczu Hubert Korzeniewski świetnie odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym i błyskawicznie wykorzystał sytuacyjną piłkę, wyprowadzając Watahę na prowadzenie. Wydawało się, że goście pójdą za ciosem, ale Eagles odpowiedzieli niemal wzorowo. Gospodarze szybko uporządkowali swoją grę, zaczęli lepiej operować piłką i przejmować kontrolę nad środkiem boiska. Kluczową postacią okazał się Javid Suleymanov, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i kompletnie odmienił przebieg spotkania. Wataha zaczęła tracić kontrolę nad wydarzeniami na murawie, a Eagles z każdą minutą wyglądali coraz pewniej.
Przewaga gospodarzy rosła. Eagles skutecznie wykorzystywali błędy rywali, byli konkretniejsi pod bramką i w pewnym momencie prowadzili już 5:1. Wydawało się wtedy, że mecz jest praktycznie rozstrzygnięty. Wataha nie zamierzała jednak składać broni. Ponownie bardzo aktywni byli Korzeniewski oraz El Ansari, którzy napędzali akcje ofensywne i próbowali poderwać swój zespół do powrotu. Dzięki ich zaangażowaniu goście zmniejszyli straty do 5:3, ale końcówka okazała się zbyt krótka, by odrobić cały dystans. Ostatecznie Eagles sięgnęli po niezwykle ważne zwycięstwo, przełamując swoją wiosenną niemoc i ponownie mieszając w ligowej tabeli.
Najbardziej szalone jest jednak to, że po tym spotkaniu… obie drużyny nadal mają realne szanse zarówno na podium, jak i na walkę o utrzymanie. W 7. lidze różnica między tymi strefami wynosi zaledwie pięć punktów.
Do tego spotkania Alash FC przystępował jako lider ligi, potwierdzając od początku sezonu aspiracje do walki o najwyższe cele. Zespół był w znakomitej formie i od pierwszych minut chciał zaznaczyć swoją dominację. Czasoumilacze, znajdujący się w środku tabeli, mieli świadomość klasy rywala, jednak liczyli na skuteczność w kontratakach i wykorzystanie ewentualnych błędów przeciwnika.
Od pierwszego gwizdka mecz toczył się pod dyktando Alashu. Już w 3. minucie presja lidera przyniosła efekt – po niefortunnej interwencji zawodnika Czasoumilaczy piłka trafiła do własnej bramki i Alash objął prowadzenie. W 8. minucie blisko podwyższenia wyniku był Niyazov, który po podaniu Omarkula najpierw trafił w słupek, by chwilę później skutecznie dobić piłkę do siatki.
Czasoumilacze odpowiedzieli w 12. minucie, kiedy błąd bramkarza Alashu doprowadził do rzutu karnego. Pewnym egzekutorem jedenastki był Cieślak, zmniejszając straty swojego zespołu. Alash szybko jednak odzyskał kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi i w 16. minucie zdobył dwie kolejne bramki, ponownie budując bezpieczną przewagę. W końcówce pierwszej połowy Czasoumilacze jeszcze raz pokazały ofensywny potencjał. W 25. minucie Cieślak, po asyście Sędrowskiego, popisał się pięknym strzałem, dając swojej drużynie nadzieję przed przerwą.
Po zmianie stron Alash kontynuował skuteczną grę. W 29. minucie po dograniu na pewną pozycję Anuar, po asyście Arsena, skierował piłkę do pustej bramki. Dwie minuty później, po długim podaniu od bramkarza i kilku dobrych zagraniach wzdłuż bramki, Musiński po podaniu Sędrowskiego zdobył gola dla Czasoumilaczy. Reakcja Alashu była natychmiastowa – niemal od razu Arsen, po asyście Anuara, wpisał się na listę strzelców.
Emocji nie zabrakło także w końcówce spotkania. W 42. minucie bramkarz Alashu obejrzał żółtą kartkę za zagranie ręką poza polem karnym, a Czasoumilacze szybko wykorzystały stały fragment – po rozegraniu rzutu wolnego bramkę zdobył Grzela, po asyście Sędrowskiego. Ostatnie słowo należało jednak do lidera ligi – w 43. minucie Madiyar Seiduali ustalił wynik spotkania, pieczętując zwycięstwo swojej drużyny.
Mecz potwierdził dominację Alash FC, który kontrolował przebieg gry przez większość spotkania i zasłużenie sięgnął po kolejne punkty. Czasoumilacze pokazały charakter i momentami skuteczność w ofensywie, jednak tego dnia lider był po prostu zespołem lepszym.
Starcie Virtualne Ń z Oldboys Derby zapowiadało się jako jeden z najważniejszych meczów kolejki w 7. lidze. Obie drużyny jeszcze niedawno szły przez rundę wiosenną bez potknięcia, ale ostatnia seria gier przyniosła pierwsze straty punktów. Stawka tego spotkania była ogromna, bo porażka mogła mocno skomplikować walkę o medale.
Goście dość pewnie weszli w mecz. Już na początku Sattorov popisał się ładnym zwodem i pewnym wykończeniem akcji dał prowadzenie Oldboysom. Chwilę później było już 0:2, gdy Balysh wykończył z bliska po dobrym podaniu od partnera. Virtualne Ń szybko wróciło jednak do gry. Sarnecki skutecznie przypressował bramkarza rywali i zdobył kontaktową bramkę, a niedługo później po szybkiej kontrze wyrównał Kaca. Remis nie utrzymał się długo, bo Oldboye mądrze rozegrali rzut wolny, po którym Wiktoruk ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Do końca pierwszej połowy oba zespoły miały jeszcze swoje sytuacje, ale więcej bramek już nie padło.
Po zmianie stron Oldboys Derby starali się szanować piłkę i dłużej rozgrywać. Balysh po indywidualnej akcji podwyższył na 2:4, a goście coraz lepiej kontrolowali tempo meczu. W międzyczasie zrobiło się nerwowo, bo Pryjomski obejrzał żółtą kartkę, a jego pretensje i komentarze dodatkowo podgrzały atmosferę na boisku. Virtualne Ń próbowało wrócić do meczu, ale długo zatrzymywał je dobrze dysponowany bramkarz rywali. Dopiero Majewski po świetnym długim podaniu zdobył gola głową i dał gospodarzom nadzieję na remis. Ostatnie słowo należało jednak do gości. W końcówce Sattorov po składnej wymianie podań ustalił wynik na 3:5.
Oldboys Derby pokazali więcej spokoju i skuteczności w najważniejszych momentach meczu. Virtualne Ń miały swoje okazje i długo utrzymywały kontakt, ale ostatecznie to goście wykonali ważny krok w stronę ligowego podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)